fot. Gerard Augustyn | 12503 wyświetleń, wojsko, policja, kobieta W Komendzie Powiatowej Policji w Bolesławcu pracuje 13 policjantek. „Rośniemy w siłę” śmieją się kobiety. I dodają, że nie zamieniłyby tej pracy na żadną inną.

Młodszy aspirant Anna Kublik-Rościszewska w bolesławieckiej policji pracuje od ponad 4 lat. Policjantką chciała być od zawsze. Należy do Zespołu Prewencji Kryminalnej, Nieletnich i Patologii, którego członkowie wychodzą z założenia, że lepiej jest młodych ludzi nauczyć czegoś dobrego, niż ich karać. „Tu można bardzo szybko osiągnąć efekt” podkreśla. Czy miewała momenty zwątpienia? „Pewnie! Jak w każdej pracy” mówi. „Jednego dnia wszystko idzie gładko, drugiego są przeszkody. Ale trzeba je pokonywać” dodaje.

Przygoda Jolanty Szerszunowicz z policją zaczęła się 12 lat temu. Kiedy dostała pracę, wywołała wśród mężczyzn niemałą sensację. Przez długi czas była jedną z nielicznych kobiet w gronie bolesławieckich policjantów. „Było przesympatycznie” wspomina. Zarówno przełożeni, jak i koledzy wspierali ją, służyli radą. „Teraz też niczego złego nie można powiedzieć” zaznacza. Zmieniło się jedno – obecnie w komendzie pracuje 13 policjantek. Widok pań w mundurach nikogo już nie szokuje.

Nie znaczy to jednak, że kobiety nie mogą już zadziwić umundurowanych mężczyzn. Tak było w przypadku sierżant Anny Potocznej-Skiby z sekcji kryminalnej. Gdy została przyjęta do pracy, była pierwszą kobietą, która trafiła do patrolu interwencyjnego. Potem zdobyła uprawnienia do prowadzenia radiowozów. „Dziewczyna za kierownicą budziła sensację” uśmiecha się policjantka. – „Ale faceci już się do tego przyzwyczaili”.

Od lewej: Jolanta Szerszunowicz, Adriana Szajwaj, Jolanta SzymańOd lewej: Jolanta Szerszunowicz, Adriana Szajwaj, Jolanta Szymańfot. Gerard Augustyn

Początki jednak wcale nie były łatwe. „Trzeba było mężczyzn przekonać do tego, że z dziewczyną można pójść na interwencję” opowiada pani sierżant. Koledzy obawiali się, że nie sprawdzi się w tej roli. „Mają takie obawy w przypadku każdej nowej policjantki” podkreśla. Tym niemniej wszystkie panie zgodnie przyznają, że mężczyźni w ogóle nie im dają odczuć, że są gorszymi policjantami. „Traktują nas jak równych sobie” dodaje Jolanta Szerszunowicz.

Odporność na stres, silna psychika, odwaga – to tylko niektóre z cech, jakie mogą się przydać w pracy w policji. „Ważna w tym zawodzie jest też umiejętność rozmawiania z ludźmi – i z pokrzywdzonymi, i ze sprawcami” mówi Jolanta Szerszunowicz. A Adriana Szajwaj, rzecznika prasowa bolesławieckiej policji dodaje: „Człowiek musi mieć nerwy na wodzy. Musi panować nad sobą i nie dać się sprowokować”.

Kobieca solidarność? Panie pracują w różnych działach, mijają się. Najbliższe znajomości nawiązuje się z osobami, z którymi pracuje się na co dzień. „Ale rośniemy w siłę w tej jednostce” śmieje się Anna Kublik-Rościszewska. „Można powiedzieć, że stanowimy jednolity front” dodaje Jolanta Szerszunowicz.

Nie jest to lekka praca. Policjant musi być dyspozycyjny. „Czasem kobieta potrzebna jest do przeszukania innej kobiety” opowiada Adriana Szajwaj. Co więcej, policjantce łatwiej jest nawiązać kontakt z przesłuchiwanym dzieckiem. Jolanta Szerszunowicz i Jolanta Szymańska są oskarżycielami publicznymi w sprawach o wykroczenie. „Sąd wyznacza termin i musimy się podporządkować” stwierdza Szerszunowicz. I dodaje: „Ale jeśli nasze działania odnoszą pożądany skutek, to jest naprawdę budujące. Pozwala wierzyć w sens tego, co robimy. Poza tym lubimy swoją pracę. Nie zamieniłybyśmy jej na żadną inną”.

(informacja GA)